Jak zawsze Zygmunt Miłoszewski recenzja
fot. pixabay.com

Kto nigdy nie pomyślał jak potoczyłoby się jego życie, gdyby którąkolwiek z decyzji podjął inaczej  może przestać czytać w tym miejscu. Dla wszystkich pozostałych lektura „Jak zawsze” Zygmunta Miłoszewskiego może być ciekawym doświadczeniem.

Któż z nas nie zastanawiał się co by było, gdyby któregoś dnia wybrał inaczej? Inna szkoła, inna praca, a może po prostu powrót do domu inną trasą czy odmienny sposób spędzenia tego właśnie jednego dnia kiedy spotkało się kogoś ważnego? Gdyby tak urodzić się w innym kraju lub epoce? Albo gdyby, dajmy na to, armia Napoleona zwyciężyła pod Waterloo lub Hitler zdobył uznanie jako malarz?  Cóż, że był pacykarzem…  Bo to jedno beztalencie cieszy się sławą i pieniędzmi? Następnym razem jak zobaczycie czy usłyszycie kogoś takiego, zamiast wyrzekać na miałkość świata popkultury, pomyślcie o Hitlerze. Może sukces pana lub pani ratuje ludzkość przed kolejnymi okropieństwami?

Świat na nowo

Pisarz też człowiek, tyle, że zazwyczaj bardziej ponosi go wyobraźnia. Nic dziwnego, że konstruowanie światów równoległych, alternatywnych wersji historii czy wieszczenie przyszłości jest dla wielu twórców pokusą nie do odparcia. (Ku radości czytelników w zasadzie, choć z tym różnie bywa). Osobiście zupełnie im się nie dziwię, bo z jednej strony trudno o większe pole do popisu dla kreatywności, a jednocześnie w przypadku tworzenia alternatywy dla znanej nam rzeczywistości rzecz wymaga naprawdę solidnego researchu.

Dlaczego lubimy to czytać? Podejrzewam, że tego rodzaju koncepcje dając nam złudzenie zwielokrotnionego życia, ściągają z barków ciężar odpowiedzialności za decyzje, które podejmujemy. Tu są one nieodwracalne i ostateczne, ale jeśli istniejemy gdzieś jeszcze… Czasem, gdy życie daje w kość fajnie wyobrażać sobie, że gdzieś, w innej czasoprzestrzeni jest milej i łatwiej. Ale czy rzeczywiście? Może, niestety, w tych czy w innych warunkach jesteśmy tacy sami i decydujemy identycznie, a skutki są podobne?  A gdyby można było powtórzyć przeżyte lata, zachowując wszystkie wcześniejsze doświadczenia? Czy wiedząc jakie pułapki zastawi na nas życie zdołalibyśmy ich uniknąć?

Trzecia bohaterka

Taką szansę dostaje małżeństwo z pięćdziesięcioletnim stażem: Grażyna i Ludwik. Rankiem po 50 rocznicy swojego pierwszego seksu budzą się w Warszawie, w 1963 roku, w ciałach trzydziestolatków. Fakt posiadania znów młodych ciał ich zachwyca, ale rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna niż lata 60-te, które przecież doskonale pamiętają. Polska nie jest PRL-em, pozostaje w ścisłych relacjach z Francją, a jej prezydentem jest Eugeniusz Kwiatkowski. Tak, tak – ten Kwiatkowski – budowniczy Gdyni, inicjator powstania Centralnego Okręgu Przemysłowego. W znanej nam rzeczywistości po wojnie został kierownikiem Delegatury Rządu ds. Odbudowy Wybrzeża. Później był posłem, wykładowcą uczelni Gdyni i Krakowa, zmarł zresztą w tym ostatnim mieście w w 1974 roku.

Sama Warszawa też jest zupełnie inna niż ta znana z pocztówek i opowieści przedstawicieli pokolenia Grażyny i Ludwika. Bez Pałacu Kultury, za to z bulwarami przypominającymi Pola Elizejskie, z Rezerwatem – czyli kwartałem nie odbudowanych domów zburzonych w czasie Powstania i osiedlem mieszkaniowym, które prawie zbudował La Corbusier, twórca słynnej Jednostki Mieszkaniowej. Takie budynki powstały w Marsylii ( pierwszy, którego budowę ukończono w 1952 roku), w Meaux i jeszcze paru miejscach we Francji oraz w Berlinie -Charlottenburgu. W powieści Miłoszewskiego także w Warszawie. Ale w tamtej rzeczywistości, Polski związanej ściśle z Francją, La Corbusier w trakcie trwania budowy wycofał się z projektu. Poszło o to, że Polacy zamiast realizować ściśle co zaplanował tu (na razie) zrezygnowali z dróg, ówdzie z parków. No, i mistrz budowę porzucił. Została ukończona już bez jego nadzoru.

Nawet mnie, poznaniankę w czwartym pokoleniu, słabo zainteresowaną wyglądem Warszawy,  ta wizja odmienionego miasta zafrapowała.  Przypuszczam, że dla warszawiaków wyobrażanie sobie jego zupełnie innej wersji będzie prawdziwą przygodą. Sam Miłoszewski przyznaje, że Warszawa jest trzecią bohaterką jego książki.

Prawa życia

W tej odmienionej Warszawie toczy się inne życie. Demokratycznie ścierają się różne siły polityczne (nazwiska znamy, ale konfiguracja bywa zaskakująca), znajomi Grażyny i Ludwika, pamiętani z przeszłości wydają się  jacyś inni. Są i przyjaciele z nowego życia. Sęk w tym, że bohaterowie kompletnie ich nie znają. A oni sami? Czy po pięciu dekadach wspólnego życia znów zechcą być razem? Jak wykorzystają wiedzę, którą zabrali ze sobą ze świata początków XXI wieku? Czy koniec końców wszystko będzie „Jak zawsze”? I czymże to „zawsze” jest? Autor w końcu odpowie czytelnikowi na te wszystkie pytania.

Ale czytając „Jak zawsze” miałam mieszane uczucia niemal od początku.  Alternatywnej rzeczywistości, którą stworzył Miłoszewski nie można nic zarzucić. Jest spójna, ciekawa, wydaje się naprawdę solidnie ugruntowana historycznie i socjologicznie. Gdy chodzi o bohaterów – też w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Wydawałoby się, że to pewny przepis na hit. A wyszło, jak zwykle w Polsce: tak nie do końca. Książka mnie nie porwała, nie wessała, nie spowodowała, że cierpiałam, gdy musiałam ją odłożyć. Z jakichś powodów losy bohaterów w sumie średnio mnie obeszły.  Nawet zaskakujące zakończenie nie całkiem uratowało sytuację.

Ale w warstwie political fiction było już znacznie bardziej interesująco i chyba właśnie te fragmenty sprawiły, że ani przez moment nie brałam pod uwagę, że nie doczytam tej książki do końca. Było ciekawie, chwilami zabawnie, chwilami gorzko. A że tchu nie zaparło? Cóż, zdarza się. Moim zdaniem to nie dyskwalifikuje tej naprawdę dobrze napisanej powieści. Zwłaszcza, że  jak wszyscy wiemy, brak oddechu na dłuższą metę jest niebezpieczny dla życia.

Zygmunt Miłoszewski, „Jak zawsze” , Wydawnictwo W.A.B.zew, Warszawa 2017

Moja ocena to: 7/1o

A Wy jak oceniacie tę książkę?

A gdyby było inaczej? „Jak zawsze” Zygmunta Miłoszewskiego
8 (80%) 1 vote

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*