Falco Arturo Perez-Reverte recenzja

Szlachetny drań, czuły barbarzyńca, trochę nieokrzesany intelektualista – niewiele z nas pozostanie nieporuszonych. Jeśli do tego jest Hiszpanem – nie pozostaje nic innego jak dać się porwać. Oto on. Przystojny, cyniczny, błyskotliwy Falco.

Powołał go do życia nie kto inny, a Arturo Perez-Reverte. Gdy wiele lat temu w moje ręce trafił „Klub Dumas” (której wierną adaptacją są „Dziewiąte wrota” Polańskiego) usłyszałam, że ta powieść jest taka „manana”. I faktycznie – jest coś w narracji nie tylko „Klubu Dumas”, ale i wszystkich innych powieści, które napisał Perez -Reverte co trudno ująć w słowa. Rodzaj uważności, niemal zmysłowego skupienia na chwili, co jednak nie sprawia samo przez się, że akcja posuwa się wolniej. Tak jest i w przypadku „Falco”. Czytając opis kolacji – przykrywki tajnego spotkania niemal czujemy zapach papierosowego dymu. Kiedy autor wyprowadza nas z bohaterem na ciemne ulice prawie słyszymy odległy odgłos kroków, który nie wróży nic dobrego. Jesteśmy tam – w Barcelonie, w  Salamance, w luksusowych hotelach nietkniętych nawet cieniem wojny, w podejrzanych spelunkach, na placach i ulicach.  Każda chwila ma znaczenie. Każda może być tą jedyną, która zmieni wszystko

Kwestia języka? Obszaru kulturowego? Być może – tę ulotną cechę mają i powieści Marqueza, i Vargasa Llosy i piszącego po katalońsku Cabre.

Co kryje się za zasłoną

Wracając jednak do „Falco”.  To powieść przygodowo-szpiegowska.  Hiszpania, druga połowa lat 30-tych. Trwa wojna domowa. Kraj jest podzielony.  Lorenzo Falco działa po stronie falangi. Czy ma poglądy? Trudno powiedzieć. Ma za to mocodawcę. Gdy zadał mu pytanie „po której stronie jesteśmy?” uzyskał odpowiedź. Przyjął do wiadomości.

Pojawia się to tu, to tam (powodzenia u pań mógłby mu pozazdrościć każdy z kolejnych Bondów), realizuje tajne misje. Nie wszystkie w białych rękawiczkach.  I cały czas krytycznie obserwuje rzeczywistość – zarówno tę „swoich” – faszystów walczących o zachowanie Hiszpanii autorytarnej, klerykalnej i antylewicowej, jak i tę republikańską.

Te obserwacje to jeden z bardzo ciekawych i dających do myślenia aspektów tej książki. Ewidentnie nie ma tu bowiem biało-czarnych podziałów. Można więc przypuszczać, że w samej Hiszpanii, która pożegnała się z dyktaturą Franco dopiero w 1975 roku oceny tego okresu nie są tak jednoznaczne jak powiedzmy faszyzmu w Niemczech.

Oczywiście, jak w porządnej powieści, jeśli jest on – musi być i ona. Pojawia się, wprowadza zamieszanie i…. Tak, oczywiście – wydobywa z Falco to co tak bardzo chcemy w mężczyznach widzieć –  odwagę graniczącą z brawurą, zdolność do poświęceń i co najważniejsze wrażliwość, której on sam u siebie nie podejrzewa. Niby nic nowego pod Słońcem, ale daleko od banału. Tym bardziej, że książka trzyma w napięciu do ostatniej strony, a nawet jeszcze dalej. Jest bowiem pierwszą częścią cyklu. Na polskie wydanie następnej części pt. „Eva” trzeba będzie poczekać. Oby niezbyt długo.

Arturo Perez Reverte, tłum: Marzena Chrobak, Falco, Wyd. Znak 2018

Moja ocena: 9/10

a Wy jak oceniacie tę książkę?

Co ukrywa szpieg z Południa? „Falco” nadchodzi.
10 (100%) 1 vote

 

Total
5
Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*