Ina Benita. Za wcześnie na śmierć - Piotr Gacek. Wydawnictwo Krytyki Politycznej recenzja

Czy interesuję się kinem sprzed II wojny światowej? Niespecjalnie. Czy znałam wcześniej Inę Benitę? Zaledwie z widzenia. A jednak od książki Piotra Gacka „Ina Benita. Za wcześnie na śmierć” nie mogłam się oderwać. I nie żałuję ani minuty spędzonej w jej towarzystwie.

Nie wiem jak to się stało, ale w ostatnim czasie czytuję więcej literatury faktu, niż przez ładnych kilka poprzednich lat.  Czy to oznacza rozczarowanie fabułą? Może w pewnym stopniu. Po iluś tysiącach przeczytanych książek (to tylko funkcja czasu – książka x rok czytelniczego życia) łatwo o uczucie, że wszystko już było. Literatura faktu zaś odkrywa przede mną nieznane dotąd lądy i pozwala poczuć to co w czytaniu lubię najbardziej – wkraczanie w nowe galaktyki. W przypadku książki Piotra Gacka „Ina Benita. Za wcześnie na śmierć” stało się to na wielu płaszczyznach.  Sposób w jaki autor poprowadził mnie przez zawiłe i tajemnicze losy gwiazdy sprawiał, że przez cały czas lektury nie przestawałam czuć ekscytacji, a w wielu momentach czułam się nawet jak po kieliszku szampana do sobotniego śniadania.

Gdy świat był jeszcze młody (a dziennikarz miał zdanie)

Kim była (jest??) Ina Benita? Janina Benita Luna hrabianka Florow-Bułahakówna urodziła się… I to jest pierwsza tajemnica. Są znane dwa miejsca urodzenia i trzy daty. Nie bardzo odległe. Styczeń 1913, luty 1913 i luty 1912.  Rok w tę, rok we w tę – drobny szczegół. Nie takie matactwa uskuteczniały gwiazdy w kwestii własnej daty urodzenia. Kijów czy Tibilisi (wówczas Tyfilis)? Cóż, stolica Gruzji z całą pewnością lepiej pasuje do gwiazdorskiego wizerunku niż prozaiczny Kijów. A od Iny Benity kształtowania wizerunku mógłby się uczyć nie jeden pr-owiec, że o gwiazdkach i gwiazdeczkach próbujących zaistnieć na Instagramie już nie wspomnę.

Kto oglądał kiedykolwiek przedwojenne polskie filmy na pewno zna jej twarz. Promienna, wiotka, charyzmatyczna. Ania w „Jego ekscelencja subiekt” (1933), Flora – „Dwie Joasie”( 1935) Hania  – „Jaśnie pan szofer” (1935), Karolka – „Doktór Murek” (1939) czy Lili Madecka w „Sportowcu mimo woli” ( premiera w roku 1940 – tak, to nie pomyłka, ale o tym za chwilę). To tylko najbardziej znane przykłady. Jednak wykaz ról teatralnych i filmowych Benity zajmuje sześć stron. Obraz wyłaniający się z tego spisu to  aktorka niezwykle pracowita i wszechstronna.

Jak na prawdziwą gwiazdę przystało Ina Benita istnieje też na łamach prasy. Przytaczane przez Piotra Góreckiego fragmenty artykułów dotyczących czy to jej samej, czy jej ról, czy wreszcie produkcji, w których występowała przenoszą czytelnika w świat prasy dziś niewyobrażalny. Recenzenci filmowi sobie nie żałują. Żadne tam intelektualne ecie pecie, żadne próby obiektywizacji. Kochają i nienawidzą gorąco, a każde z tych uczuć przelewają na papier. Padają na kolana i mieszają z błotem.

„Ilość bzdur wmieszana w obręb scenariusza jest tak wielka, że nie sposób je przełknąć bez groźnych następstw. Recepta była najgorszego gatunku: Briarritz z papier mache, naga piękność, nagle spadają na ekran Cyganie- skąd? Na co? Po co? ” – pisze Stefania Zahorska w 18 numerze „Wiadomości Literackich”  z 1932 roku o „Puszczy” – debiutanckim filmie Iny Benity.  Ale ją samą – w tej jednej roli naturalnie ciemnowłosą, docenia: „Ina Benita jest debjutantką wyraźnie sympatyczną. I to jest może największa zasługa tego filmu, że ją dobrze pokazał i dobrze w akcję wkomponował”.

Kto  dziś pisze z takim ładunkiem emocji? Może czasem Tomasz Raczek, może Krzysztof Varga, kiedy jest w dobrej formie.

W Paryżu północy

Krótko po debiucie Ina, porównywana później nie raz do Jean Harlow, za sprawą farby do włosów została platynową blondynką. Recenzenci ubolewali, publiczność kochała, a Ina utrzymywała, że blond jest bardziej fotogeniczny. Reporter „Kina” Mieczysław Sztycer, przywoływany prze Piotra Gacka  pisze  w roku 1933 „Przyglądam się Inie Benicie. (…) Włosy złotawo-blond. Zeszczuplała, oczy wydają się jeszcze większe: o niesamowitym blasku. Przemiły koktajl: jakiejś utajonej dobroci, słodyczy i czegoś co niepokoi. – Piję za pani zdrowie, pani Ino i za pomyślność nowego filmu”.

Sztycer zobaczył więcej niż zdawał sobie sprawę. Zmiana w Inie była związana nie tylko z kolorem włosów. Choć od jakiegoś czasu zamężna, zakochała się. Nie w kim innym tylko w Igo Symie. Z wzajemnością.   Co miało swoje, idące znacznie dalej niż kwestie sercowe, konsekwencje.

Czytając o tym okresie życia Benity znalazłam się wraz z nią w Warszawie. W tej Warszawie, w której teatry, teatrzyki, rewie i kabarety pękały w szwach. Tej, w której mimo kryzysu, życie nocne kwitło, skrzył się szampan, grały orkiestry, a noce bywały upojne. Warszawie światowej, barwnej, energetycznej. Im bliżej było września 1939 tym bardziej nie chciałam, by się wydarzył.  I wraz z jej ówczesnymi mieszkańcami bardzo chciałam wierzyć, że nigdy nie nadejdzie.

Okupacja odbrązowiona

Historia jest bezlitosna. Wrzesień 1939 roku nastąpił, a po nim lata niemieckiej okupacji. Każdy z nas zapewne ma w umyśle szereg stereotypów na ten temat ukształtowanych przez film, literaturę, mocno przefiltrowane przez kolejne propagandy przekazy świadków. „Akcja pod Arsenałem”, „Kanał”, „Kamienie na szaniec”. I wreszcie hasło klucz: „Tylko świnie siedzą w kinie”.  Piotr Gacek serwuje obraz znacznie bardziej wielowymiarowy. Myślę, że wielu z nas go przeczuwało. A już na pewno każdy kto przeżył ileś tam w realsocjalizmie, festiwal „Solidarności”, stan wojenny, wybory 1989 roku, zburzenie muru berlińskiego i całą resztę.

To było pięć długich lat. Lat, w czasie których ludzie musieli jakoś żyć. I żyli – pracowali, kochali się, żenili, rodziły się dzieci. Pistolet pod poduszką miało niewielu.

W 1940 i 1941 roku miały premierę dwa polskie filmy, kręcone częściowo przed wojną, w których grała Ina Benita „Sportowiec mimo woli” i „Ja tu rządzę”. Polskie teatry (do których Niemcy, pod groźbą surowych kar, nie mieli wstępu) pękały w szwach. Prowadzone przez Polaków, z polskimi aktorami.  Aktorzy prowadzili kawiarnie, realizowali w nich programy kabaretowe. Była wśród nich Ina Benita. Pechowo znów zakochana – w niemieckim oficerze.

Świadkowie mówią

O jej okupacyjnych losach, które same w sobie są materiałem na film  i jej roli w okupacyjnych wydarzeniach w książce Piotra Gacka opowiadają zmarła w 2014 roku Krystyna Marynowska i Lidia Wysocka (zmarła w 2006 roku), Zofia Wilczyńska (zm.2010) i Maria Kaniewska (zm. 2005). Panie się znały, spotykały, nie raz – także w latach 1939- 1944 -łączyła je praca. Po dziesięcioleciach nie mają powodu ukrywać już niczego. Dziś już nie żyją. I choć Piotr Gacek o tym nie wspomina, możemy przypuszczać, że musiały odejść, by to co powiedziały ujrzało światło dzienne. Nie raz wcześniej odsądzono je bowiem od czci i wiary.

Gdzie i w jaki sposób kończy się historia Iny Benity? Piotrowi Gackowi udało się odkryć tylko część tej tajemnicy. Warto pójść jego śladami. To naprawdę piękna, niezwykła historia. Samo życie.

Piotr Gacek, „Ina Benita. Za wcześnie na śmierć”, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2018

Moja ocena to 9/10 .  A Wy jak oceniacie tę książkę?

Gdzie jest gwiazda? „Ina Benita. Za wcześnie na śmierć”
9 (90%) 2 votes

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*