Vladimir Nabokov Obrona Łużyna recenzja

Każdy kto więcej niż raz zasiadł nad szachownicą wie, że to niezwykła gra. Kto obserwował kiedykolwiek zawody szachowe wie, że szachiści przynajmniej ci na poziomie arcymistrzowskim, to ludzie niezwyczajni. Gdy na bohatera swojej książki niezwyczajną osobę wybiera niezwykły autor wkraczamy w niespodziewane wymiary. I tak mamy oto „Obronę Łużyna” Vladimira Nabokova.

Wystarczy jeden, jedyny raz obejrzeć  szachowe mistrzostwa świata, by nie mieć cienia wątpliwości: szachiści, przynajmniej ci, grający na poziomie arcymistrzowskim są inni. Przewidywanie wielu ruchów naprzód, konstruowanie misternych taktyk, a jednocześnie dość szczególny stosunek do materialnej, otaczającej nas rzeczywistości nikogo związanego ze środowiskiem szachowym nie dziwi.

Wystarczy spojrzeć na zdjęcie, które obiegło ostatnio internet, na którym czterech mistrzów ze szczytu rankingu FIDE, w tym Magnus Carlsen obrońca tytułu mistrza świata i Fabiano Caruana – pretendent do mistrzostwa, próbuje grać w piłkę nożną. Widok jest dość porażający. I słabo pociesza fakt, że że gdyby piłkarzy ze szczytu posadzić nad szachownicami efekt byłby jeszcze bardziej przejmujący. Trzeba powiedzieć to jasno – szachiści pochodzą z planety, na której szósta to d2 d4.

Gdzie słońce wschodzi nad wieżą

Z tej planety pochodzi Aleksander Łużyn – bohater powieści Vladimira Nabokova. Poznajemy go jako jeszcze chłopca, który opuszcza rodzinny majątek, by zacząć pobierać nauki w szkole. Towarzyszymy mu, gdy odkrywa szachy i krok po kroku wkraczamy w jego trochę tajemniczy, trochę dziwny świat.

„Obrona Łużyna” nie jest książką o szachach. Przynajmniej nie w takim sensie, w jakim szachy rozumie większość z nas. Bo przecież nie Łużyn. Dla niego to nie 64 pola i 32 bierki oraz zbiór reguł. Dla Łużyna szachy to żywy byt, a być może żyjąca zasada rządząca wszechrzeczą.

Nie ulega wątpliwości, że Aleksander Łużyn to osoba z zaburzeniami ze spektrum autyzmu ze wszystkimi tego objawami. Wiadomo to niemal od pierwszych kartek tej książki. Jednocześnie ta wiedza zupełnie nie przeszkadza, by z Łużynem się identyfikować i jego obraz świata przyjmować prawie za swój.

Czy ma znaczenie, że świat – taki jakim go widzi Łużyn czy też ten oglądany z dystansu przez narratora jest po prostu ładny? I to ładny w sposób niemal dotykalny?

Nabokov, ty draniu

Powiedzieć, że Nabokov jest mistrzem opisu to za mało, choć rzeczywiście jak mało kto jest w stanie oddać słowami dźwięki, barwy, zapachy. Największą siłą jego pisarstwa jest to, że on WIE  co opisywać.  Tym co mnie u Nabokova zadziwia i porusza jest rodzaj empatycznej wyobraźni. I o ile w „Lolicie”, gdy z charakterystyczną dla siebie precyzją i prostotą opisywał wszelkie symptomy występujące u molestowanego dziecka, było to niemal nie do zniesienia, o tyle w „Obronie Łużyna” sprawia, że jest ciepło, subtelnie, wdzięcznie. Czytając tę powieść bywałam Łużynem, bywałam osobami z jego otoczenia. Piłam herbatę, spacerowałam berlińskimi ulicami, brałam udział w turniejach szachowych i proszonych obiadach…

I choć stron do końca książki ubywało z każdą przeczytaną, nie bardzo chciałam przyjąć do wiadomości, że zakończenie nastąpi. Spadło na mnie jak meteoryt na Morasko, jak bomba atomowa na Bikini. Nie zgadzam się na nie. Protestuję. Uważam, że powinno być zakazane. I co z tego, że ostatnie zdanie powieści jest jednym z najlepszych zdań  na zakończenie, jakie kiedykolwiek przeczytałam. Nabokov, stary draniu, musiałeś?

Vladimir Nabokov, tłum: Eugenia Siemaszkiewicz „Obrona Łużyna” , Wyd. Muza, Warszawa 2012

Moja ocena to 10/10.

A Wy jak ocenicie tę książkę?

Szachy żądzą światem. „Obrona Łużyna” Vladimira Nabokova
10 (100%) 1 vote

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*