Służące do wszystkiego - Joanna Kuciel-Frydryszak wydawnictwo marginesy recenzja

„Od frontu „pan” przychodził, „pani”, od kuchni „człowiek” lub „kobieta” – pisał Julian Tuwim w „Kwiatach polskich”. Joanna Kuciel – Frydryszak w „Służących do wszystkiego” odkrywa przed nami świat z perspektywy kuchennych schodów. Oddaje głos służącym.

Setna rocznica odzyskania niepodległości to okazja do niezliczonych podsumowań, bilansów, retrospektyw.  Na rynku wydawniczym zaroiło się od książek wpisujących się w ten nurt.  (Możliwe też, że zanurzona w klimacie bilansów i podsumowań ostatniego stulecia bardziej zwracam na nie uwagę). O swoim miejscu w historii przypominają też kobiety. Wystarczy wspomnieć choćby książki wydane przez  Muzę : Joanny Puchalskiej „Polki, które zadziwiły świat” i „Polki, które zmieniły wizerunek kobiety”, Lidii i Julii Pańkow „Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia” czy Jerzego Chociłowskiego „Niezwykłe kobiety drugiej Rzeczypospolitej” . Już przejrzenie tych książek uświadomiło mi jak mało osobista, jednostronna i po prawdzie nikła jest moja wiedza dotycząca w końcu niedawnej historii. I nie chodzi o to, by się kajać, tłumaczyć czy  usprawiedliwiać.  Sęk w tym, że nie mając pojęcia jak funkcjonowała tamta rzeczywistość trudno zrozumieć szereg zjawisk pojawiających się dziś.

Zdjąć czapkę niewidkę

„Służące do wszystkiego” Joanny Kuciel- Frydryszak wpisują się w ten  nurt restrospektywno-bilansowy tylko poniekąd. Jak sam tytuł wskazuje – autorka zajęła się służącymi i potraktowała je podmiotowo.  Co w tym niezwykłego? Ano wszystko.

Gdy zastanawiam się nad postaciami służących zarówno w beletrystyce, jak i literaturze faktu uświadamiam sobie, że w obu służące, kucharki, pokojówki są i nie są jednocześnie. Są – jako rodzaj domowego wielofunkcyjnego urządzenia, które dba o wszystkie przyziemne kwestie, jak sprzątanie, pranie, jedzenie, często też opieka w chorobie. Nie istnieją – jako osoby. Nawet w pełnych ciepła i czułości opowieściach, takich jak Magdaleny Samozwaniec ( córki Wojciecha Kossaka, siostry Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej) cechy indywidualne służby są opisywane jako coś pomiędzy nieszkodliwym błędem oprogramowania, a niezbyt zrozumiałym zwyczajem zwierzątka domowego.

Prawdopodobnie, gdyby powiedzieć Magdalenie z Kossaków, że traktowała Kucharcię przedmiotowo nie posiadałaby się z oburzenia, podobnie jak czuła na krzywdę klas pracujących posłanka na Sejm Ustawodawczy, socjalistka Zofia Moraczewska. Ale cóż to za podmiot bez imienia i nazwiska, nazywany Kasią czy Marysią, wedle uważania domowników?

Legalne niewolnictwo

Do drugiej wojny światowej posiadanie służby nie było zarezerwowane dla warstw uprzywilejowanych. Oczywiście, im wyższy status społeczny i większa zamożność tym służba była liczniejsza. Przywoływani wcześniej Kossakowie zatrudniali oprócz Kucharci, także pokojówkę, ogrodnika i szofera. Jednak „służącą do wszystkiego”mają i zamożniejsi robotnicy. W domach inteligencji pracującej: nauczycieli, urzędników, naukowców, artystów to standard.

Służące zaczynały pracę zanim domownicy podnieśli się z łóżek, kończyły na ogół dopiero wtedy, gdy ci położyli się spać. Zazwyczaj spały w kuchni, rzadko zdarzały się służbówki. Takie z oknem były prawdziwym powiewem nowoczesności. Gdy do tego dodać „wychodne” na jedno popołudnie raz na dwa tygodnie, a także będący regułą zakaz przyjmowania gości – staje się jasne, że gospodarze monopolizowali niemal całkowicie życie służących. Gorzej, że z zawłaszczaniem życia nie szła w parze odpowiedzialność „państwa”. Regułą było wypowiadanie służącym zajęcia latem, gdy „państwo” wyjeżdżali na wakacje. Zostające bez pracy i dachu nad głową padały ofiarą przestępstw, czasem ratowały się prostytucją.

Niestety, choć II Rzeczpospolita pod wieloma względami była państwem z dość nowoczesnym ustawodawstwem, przez całe dwudziestolecie nie wprowadzono żadnych regulacji chroniących choćby elementarnie służbę domową, mimo, że w innych krajach Europy takie przepisy obowiązywały. Podejmowane w tym zakresie próby były nieliczne i okazały się nieskuteczne. Gwarantowany odpoczynek w ciągu dnia (bodaj dwie godziny)  i dwa wolne popołudnia w tygodniu wydawały się posłom II RP kosztowną fanaberią. Cóż…

Pośród bezimiennych

Kim były służące? Na ogół pochodziły ze wsi, często były to sieroty lub półsieroty, dla których pójście „do obowiązku”, jak mawiano w XIX stuleciu było sposobem na przetrwanie. Zaczynały pracować jako 14-15 latki. Pracowały do śmierci lub póki wystarczyło sił. Za szczęściary mogły uważać się te, których chlebodawcy poczuwali się do zapewnienia im dachu nad głową do śmierci. Inne dokonywały żywota mieszkając kątem u rodzin, czasem trafiały do przytułków.

Joanna Kuciel -Frydryszak odtwarza ich historie (her- storie – chciałoby się powiedzieć) na podstawie listów, zachowanych nielicznych dokumentów, przekazów, w których pojawiają się na drugim czy trzecim planie.Autorka „Służących do wszystkiego” przywołuje także te, których nazwiska świat poznał: Annę Kaźmierczak, prababkę Angeli Merkel, Teosię Pytkówną, żonę Stanisława Wyspiańskiego, Anielę, która wymyśliła końcówkę Ferdydurke, komunistkę Etlę  Bomsztyk.  Poznajemy także odznaczone medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, które ryzykując życie ratowały swoich chlebodawców lub ich dzieci.

Całość jest okraszona fragmentami poradników dla służby czy artykułów z pism kobiecych takich jak „Bluszcz” czy kronik kryminalnych, opisujących przestępstwa popełniane przez służące lub przy ich świadomym lub nie, udziale.

Za pośrednictwem „Służących do wszystkiego” docieramy niemal na sam dół struktury społecznej, do służbówek, na ciemne podwórka i kuchenne schody. Rzeczywistość XIX i XX stulecia traci kolejną warstwę lukru. Mimo to „Służące do wszystkiego” nie są książką drastyczną. Autorka, i za to należy się jej głęboki ukłon, w żadnym momencie nie próbuje epatować drastycznymi opisami warunków pracy czy praktyk wobec służących. Pozwala jedynie mówić faktom.

„Służące do wszystkiego” czyta się doskonale. Jeśli do tego, by doszło do porozumienia między czytelnikiem, a autorem konieczna jest pewna ilość pracy, to w tym przypadku przytłaczającą jej większość wykonała autorka. Czytelnikowi pozostaje dać się prowadzić.

Joanna Kuciel-Frydryszak, „Służące do wszystkiego”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018

Moja ocena to 9/10

A Wy jak oceniacie tę książkę?

Z perspektywy kuchennych schodów. „Służące do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak
10 (100%) 1 vote

 

Gdzie kupić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*